piątek, 25 listopada 2016

Rozdział 3: Write and read

Szłam za wysokim blondynem już jakieś dziesięć minut. Korytarze zdawały się ciągnąć w nieskończoność... ale w końcu zatrzymał się przed pokojem z numerem 104. 
-Oto on. Twój nowy pokój - powiedział otwierając drzwi i wskazując ruchem ręki żebym weszła przodem. 
Wejście prowadziło do jasno umeblowanego salonu na środku którego stał beżowy puchaty dywan i biała kanapa, a niedaleko niej niski stolik do kawy. Rozejrzałam się dookoła. Koło wejścia wisiało długie lustro, po spojrzeniu w nie zorientowałam się, że w otoczeniu bieli, beżu i szarości wyglądałam jak plama atramentu. Granatowe włosy, czarne podziurawione spodnie, ciemna bokserka i glany i mój piękny makijaż w którym wyglądałam niemal jak członkini zespołu "KISS"... ale cóż - lubiłam to. 
-Twoje walizki dałem do pokoju - moje przemyślenia przerwał głos chłopaka - trzymaj klucze i chodź za mną. 
Rzucił je w moim kierunku a ja grzecznie poszłam za nim. Poprowadził mnie przez łuk drzwiowy do niewielkiej ale przytulnej kuchni z biało-czarnymi blatami.
-Więc tak, tu jest lodówka - mówiąc to otworzył ją - jak widzisz jest pełna. Tak samo szafki
Wyszczerzył się w sarkastycznym uśmiechu a ja automatycznie się roześmiałam. 
-Oczywiście Danielu, i uzupełniają się raz na trzy tygodnie. Pamiętam. 
-Dobrze - zamknął ją - Paczka z żywnością do lodówki raz na trzy tygodnie, a do szafek raz na miesiąc... mówiłem ci już o listach?
-Listach?
-Tak, paczka z jedzeniem będzie pod twoimi drzwiami, ale jakbyś potrzebowała czegoś dodatkowego uzupełniasz listę i zostawiasz przy drzwiach.... -spoważniał - i nie mów do mnie Danielu.
-Nie wiem co ci w tym przeszkadza - udałam obrażoną rozglądając się po mieszkaniu. 
-Daniel zmarł w 1768, teraz jestem strażnikiem, nie człowiekiem. Więc nie mogę i nie chce mieć ludzkiego imienia. - powaga do niego nie pasowała więc nie chciałam o więcej męczyć
-Dobra, dobra rozumiem - powiedziałam szybko - masz mi coś jeszcze do pokazania? 
Uśmiechnął się i zaczął iść w stronę salonu 
-Za mną! - krzyknął jedynie. 
-Rozkaz! - odkrzyknęłam i podbiegłam do niego. Strażnicy byli dużo szybsi od zwykłych ludzi, więc chcąc nie chcąc trudno mi było za nim nadążyć nawet kiedy szedł.... ale ja już nie byłam zwykłym człowiekiem. 

-Tutaj. - wskazał ręką na starą biblioteczkę w salonie. Była ciemno-brązowa i kompletnie nie pasowała do wystroju... no proszę, zupełnie jak ja. Przeczytałam parę tytułów - "Dary Anioła", "Akademia wampirów"... wszystkie książki które kochałam i wiele nieznanych mi tytułów 
-Dziękuję - powiedziałam szczerze i z całego serca się uśmiechnęłam. 
-Jakie to uczucie kiedy jesteś w miejscu gdzie to co kochasz ożywa? - spytał
Roześmiałam się
-Dopóki nie zobaczę nie uwierzę - wiele rzeczy mnie jeszcze zastanawiało. 

Przejechałam połowę świata żeby zapisać się do Akademii St. Germain... Szkoły dla specjalnie uzdolnionej młodzieży - ta specjalność, jak się potem dowiedziałam polegała na nadnaturalności. Daniel.. znaczy Dann, wytłumaczył mi to tak że każda książka jaka kiedykolwiek powstała jest tu żywa, a autorzy sami należą do świata nadprzyrodzonych. Książki to przykrywka... "Wyobraź sobie że oglądasz cudowny film, zaczynasz marzyć o tym świecie, zdając sobie jednocześnie sprawę że nie warto w to wierzyć bo to tylko fikcja. Tak to mniej więcej działa" w sumie nie do końca do rozumiałam w tamtym momencie, i dalej nie za bardzo rozumiem ale jestem dobrej myśli 
-Halo, ziemia do Inez - pomachał mi ręką przed oczami 
-Po co mi ziemia skoro jestem w niebie? - odpowiedziałam wymijająco cytatem
-Ha, ha, ha bardzo śmieszne - powiedział cynicznie - odzyskaj przytomność i się rozgość, a od poniedziałku zaczynasz nowy semestr w akademii... masz jakieś pytania? 
-Jak na razie nie za bardzo.. muszę to wszystko przemyśleć.. 
-Ja wracam do pracy bo zaraz zaczynam zmianę, więc miłego myślenia i... odpocznij trochę. Ja uciekam - przytulił mnie przelotnie i zanim się nie obejrzałam zniknął z pokoju....

Po wyjściu Danna zrobiłam herbatę i porozglądałam się dokładniej po mieszkaniu... Moje własne, nowe mieszkanie. Było duże, ale przytulne... idealne. Jednak muszę do tego wszystkiego przywyknąć. 
Powinnam być podekscytowana, za parę dni będę spotykać niezgodnych, nocnych łowców, dhampiry, wampiry i wiele więcej istot o których do tej pory śniłam...ale jakim kosztem. Ja sama teraz należę do tego świata, a co gorsza nikt nie wie dlaczego. Urodziłam się jako zwykła przyziemna, jednak wszystko się zmieniło kiedy na moje urodziny w wieku 16 lat wymyśliliśmy ze znajomymi pójście do miejscowego nawiedzonego domu. Mogliśmy dalej bawić się, pić, tańczyć, ale tego nam było za mało. Po wejściu tam zaczęłam czuć sie nieswojo - ale zwaliłam sprawę na alkohol. Rozdzieliliśmy się żeby poszukać czegoś ciekawego i to był błąd. Trafiłam do dziecięcego pokoju i w tedy objawił się mój dar. 
-Nazywam się Inez Rooswelt mam prawie dziewiętnaście lat i jestem Banshee. Wyczuwam śmierć, dusze i demony - powiedziałam cicho sama do siebie siedząc na kanapie w salonie. Tamtego dnia ogarnął mnie strach i panika duszy którą spotkałam, potem było ich tylko więcej. Tamtego dnia stałam się medium, kimś kto ma największy kontakt ze śmiercią i nikt nie wie dlaczego... nawet ja sama. Unikam cmentarzy, niebezpiecznych miejsc - boję się że zobaczę coś czego nie powinnam, że zobaczę czyjąś śmierć zanim ona nadejdzie. Niestety i to już nie raz się zdarzyło.
Żyłam ze swoim "darem" ponad dwa lata, aż do momentu gdy przed domem nie spotkałam jego - ubranego w czarną skórę na oko w moim wieku chłopaka który zaczął mi opowiadać o mojej mocy... To był Dann. Od tego momentu był dla mnie na prawdę bliskim przyjacielem.
Po skończeniu herbaty poczułam się okropnie zmęczona, wzięłam pierwszą lepszą książkę z brzegu i poszłam do sypialni - jedynego ciemnego pokoju w tym mieszkaniu. Wystrojona była w ciemno fioletowe i czerwone kolory co bardzo mi odpowiadało. Kolejna zasługa Danna?
Okazało się że wzięłam "Syrenę" - jedną z moich ulubionych książek..hm.. w szkole tez powinny być syreny.. może jakąs spotkam - po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułam żywą ekscytacje szkołą. 
Po przeczytaniu paru stron oczy same mi się zamykały więc odłożyłam ją pod poduszkę pod którą ku mojemu zdziwieniu był... list. 

"Skąd wiedziałem że od razu zaczniesz czytać? Jesteś taka przewidywalna. 
Oto twój prezent powitalny! Miłej zabawy w Akademii Rozpaczy
Dann"

Pod poduszką znalazłam złoty wisiorek z czerwoną różą i sztyletem - znak akademii.. Hmm "Akademia rozpaczy"... pieszczotliwa nazwa szkoły 
Musze zapamietać żeby wypytać o tą nazwę Dannego.. ale to jutro.

Z tą myślą oczy mi się zamknęły i zapadłam w głęboki sen.



________________________________

Mam okropne wrażenie że mogłam to napisać lepiej.. no ale jak wyszło tak wyszło :) Dziękuję wszystkim którzy wytrwali i czekam na opinie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz