poniedziałek, 24 października 2016

Rozdział 2: Write and Read

Po tym incydencie postanowiłam przejść się po parku dla uspokojenia. Zbierało się na deszcz ale mi to nie przeszkadzało - lubiłam deszcz. Było spokojniej, a podczas wsłuchiwania się w koncert kropel wody można było zapomnieć o całym świecie i problemach. Jednak mój spokój przerwało burczenie. Uporczywe burczenie w brzuchu. W sumie nie byłam zdziwiona, zbliżała się pora mojego drugiego posiłku. Skończyłam spacer i zaczęłam iść w stronę domu po drodze kupując jabłko. Nie mogę się wiecznie nad sobą użalać, mam pracę - muszę się rozpakować, ogarnąć dom... jednak cały czas chodziła mi po głowie możliwość zadzwonienia do Aleksa. Nie powiem - lubiłam go, i pomimo tego że nie robiłam sobie nadziei potrzebowałam kogoś... i miałam tego świadomość. Tak czy tak, kartka z numerem ciągle znajdowała się w mojej niewielkiej torebce.

Po powrocie do domu zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem nieogarnięta i jak to odbija się na moim otoczeniu... mnóstwo pudeł, niektóre były jeszcze pozaklejane, inne poprzewracane. Musiałam się szybko zabrać do roboty... I w tedy znów pomyślałam o Aleksie. Tak, przyda mi się pomoc. Zanim się nie spostrzegłam już szukałam w torebce kawałka kartki na której miałam zapisany jego numer... i znalazłam. Jedyna rzecz poza portmonetką i telefonem. Serce zaczęło mi mocniej bić, to przecież nic takiego.. ale nie wiem czemu miałam złe przeczucia... i po otworzeniu kartki dowiedziałam się czemu. Zrobiło mi się słabo. Nie było go. Nie było numeru, nosiłam w torebce zgięty na pół bilet który kupiłam w autobusie. Obejrzałam go jeszcze raz dokładnie. Nie było niczego, tylko godzina, data, termin. Zaczęłam przeszukiwać torebkę, nie ma mowy żebym go nie schowała lub zgubiła. Po chwili zrobiło mi się okropnie nie dobrze, dostałam zawrotów głowy i mdłości. Usiadłam na krześle w kuchni żeby wszystko przemyśleć... Co się dzisiaj stało? Wstałam rano, zjadłam śniadanie, poszłam na rozpoczęcie roku - tak. Spotkałam tam Aleksa... spotkałam go? Nie. Może.. nie wiem. Teraz wszystko wydawało się zamglone, pamiętałam to. Na pewno go spotkałam... Po raz trzeci przeszukałam torebkę, sprawdziłam telefon... i nic. Postanowiłam zrobić jedyną realną rzecz, w końcu lista uczniów w klasie maturalnej kłamać nie może. Weszłam na stronę szkoły i szybko zaczęłam przeglądać listę uczniów... Gdy nie zobaczyłam tam żadnego Aleksa serce mi stanęło, ale gdy zobaczyłam że nie ma tam też żadnej Kamili sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam do jedynej osoby która może mi pomóc.
-Sylwia? - odezwałam się usłyszawszy koniec sygnału 
-Tak? Alicja to ty? - odezwał się niepewnie kobiecy głos po drugiej stronie
-Tak.. możemy się spotkać?
-Jestem w gabinecie jeśli czegoś potrzebujesz... brzmisz na roztrzęsioną, stało się coś? Coś nie tak w szkole?
-Tak...znaczy nie...oh, nie ważne wyjaśnię ci wszystko jak przyjdę w każdym razie mam problem. Będę za piętnaście minut - rozłączyłam się zanim zdążyła powiedzieć coś jeszcze. 
Szybko pozbierałam rzeczy i wyszłam z domu. Po drodze myślałam o tym co się stało, pamiętałam Aleksa, Kamile - wszystko co się stało - jednak dopiero po wyciągnięciu numeru,a raczej pustej kartki do mojej głowy wtargnęła alternatywa - nie było żadnego Aleksa, nie było Kamili a ja poszłam tam, z nikim nie rozmawiałam stałam przy tablicach obserwując innych... Nie wiem co wydaje mi się realniejsze ale to że nie mam numeru, to że nie ma ich na listach... 

Zanim się obejrzałam trafiłam do przychodni. Innym ludziom kojarzyło się to głównie z wariatkowem i grupą anonimowych debili dla których nie było już ratunku... jednak dla mnie to miejscy było niczym drugi dom. Od razu po wejściu do środka przywitał mnie miły uśmiech recepcjonistki:
-Witaj Alicjo, Doktor Wałecka jest dzisiaj w trzynastce bo w jej gabinecie była awaria. - Odezwała się najmłodsza.. Nazywała sie Nikola i nie mogła mieć więcej niż 30 lat, odkąd ją zatrudnili  moje terapie przedłużały się do nadgodzinnych pomocy przy papierach
-Dziękuję - rozejrzałam sie dookoła - nie ma dużego ruchu, wiesz może czy jest ktoś umówiony? 
-Zaraz sprawdzę - zaczęła stukać w klawiaturę - hm... jest jedna dziewczyna ale jeszcze dużo czasu do wizyty... a dlaczego przyszłaś?
-Nagła sytuacja
-Stało się coś? - nie ukrywała zmartwienia. Czasem miałam wrażenie że jest cieplejsza od znacznej części lekarzy czy pielęgniarek.
-Nic poważnego... Jestem po prostu szalona - roześmiałam się smutno
-Jak każdy tutaj... łącznie ze mną - roześmiała się i spróbowała poprawić mi humor. Nie powiem udało jej się. Lubiłam jej śmiech, był taki.. dziecinny, radosny - i przede wszystkim - zaraźliwy. 
Po wymienieniu jeszcze paru uśmiechów udałam się w kierunku sali z numerem trzynaście. Zastukałam parę razy w drzwi i po usłyszeniu głosu Sylwii weszłam:

-Nie przeszkadzam? - spytałam niepewnie wchodząc do sali. Rzadko tu byłam, jednak gabinety nie różniły się specjalnie od siebie. Lada z przekąskami, czajnikiem i coś do zrobienia na ciepło do picia przy oknie, niedaleko dwa fotele naprzeciw siebie i stolik pośrodku. Cały pokój był utrzymany w ciepłych kolorach co miało sprawiać wrażenie "przytulności"
-Nie, nie... - odparła stojąc przy ladzie z czajnikiem - kawa czy herbata? - spytała radośnie. 
-Herbata, mam już dosyć kawy. 
-Rozumiem - lekko się roześmiała. Tym razem odwróciła się w moją stronę - Jeśli pije się ją codziennie rano na dodatek gorzką trudno mieć słodki dzień 
Uwielbiałam jej poczucie humoru. Była samotną kobietą koło czterdziestki a na dodatek moją terapeutką od paru dobrych lat. Zawsze była uśmiechnięta i życzliwa, nie ważne z jaką bzdurą do niej przychodziłam. Na początku co prawda było trudno, ale z czasem granica pacjent-lekarz się zatarła, nawet chyba jako jedyna pacjentka byłam na nią na "ty". 
Weszłam do gabinetu, usiadłam i zaczęłam opowiadać. Mówiłam o tym co się stało i co myślałam że się stało a ona jak zawsze nieprzerwanie słuchała i czasem coś pisała na notatniku obok lady z czajnikiem. Kiedy skończyłam siedziałyśmy jeszcze chwile w milczeniu, obie zamyślone. Co jakiś czas popijałyśmy zieloną herbatę - moją bez cukru i jej pełną w kalorie z mleka i cukru.  
-Rozumiem - wzięła głęboki wdech a na jej twarzy znowu zagościł ten ciepły uśmiech - mówię poważnie, a nie jak większość lekarzy "wiem że ześwirowałaś". Wiesz już że anoreksja przyjmuje różne formy, często depresji lękowej czy nerwicy natręctw... czasem również  pojawiają się w niej objawy schozofrenii
-Czyli mam schizofrenie? 
-Nie. Psychologia jest skomplikowana, nic nie jest jednakowo czarne lub białe. Nie polecam ci myśleć o karierze psychologa, jedna choroba zasłania się drugą i wszystko się mymła. 
-Mymła? - zaśmiałam się 
-Nie da się inaczej tego określić uwierz mi - uśmiechnęła się jeszcze szerzej - to trudne do wyjaśnienia ale częstym przypadkiem jest to że osoby z zaburzeniami swoje potrzeby oddają swojej świadomości - w tym momencie zabrzmiała po raz pierwszy od dłuższego czasu jak prawdziwy psycholog po doktoracie - niektóre osoby z zaburzeniami odżywiania mają rozdwojenie jaźni, czują że są w nich osoby którymi chciałyby być lub które nad nimi panują. Jedna - zdrowa, druga - panująca nad swoim ciałem i dietą i trzecia - kompletnie oddana obsesji. U ciebei nie występuje ten objaw tak.. radykalnie natomiast może się to przejawiać w inny sposób.
Zapadła chwila ciszy, której potrzebowałam żeby żeby wszystko przyswoić. Czyli wszystko sprowadzało się do mojego szaleństwa. Fakt faktem - wiedziałam o rozdwojeniach jaźni i o nerwicach ale zawsze wydawało mi się do odległe - one mogą świrować, ja nie. Ja po prostu się odchudzam. 
-Czyli "Aleks" obrazował to że.. chce mieć chłopaka? - zaśmiałam się - a co jeśli jeszcze raz coś odwalę? - zmartwiłam się - idę do nowej klasy i nie chce żeby ktoś mnie kiedyś złapał na rozmowie ze ścianą. 
-Wcześniej nie miałaś żadnych incydentów jednak przepiszę ci coś na uspokojenie. "Aleks" niekoniecznie może obrazować miłość życia...ale na przykład potrzebę kogoś kto by cię rozumiał. 
Zapisała coś i podała mi kartkę. 
-Tutaj masz leki i... numer do rejestracji do grupy wsparcia dla osób chorych na ED. 
-Powinnam tam iść? - spytałam niepewnie. 
-Moim zdaniem tak, ale zdecydujesz sama. 
-A co jeśli ten numer też będzie biletem? - wstałam i roześmiałam się. Przy niej mogłam się spokojnie śmiać
-w tedy trzeba będzie poszukać kogoś w twojej torebce a nie w twojej głowie. - Stwierdziła również się uśmiechając i odprowadzając mnie do drzwi. 
-Jeśli będziesz czegoś jeszcze potrzebować zadzwoń. Tak przy okazji, dobrze wyglądasz
-Dziękuję - szeroko się uśmiechnęłam i wyszłam z gabinetu. Wychodząc posłałam szybki uśmiech Nikoli która rozmawiała z jakimś klientem. 

Czułam że będzie lepiej. Od razu poszłam kupić leki, kiedy to już miałam z głowy postanowiłam udać się do kawiarni niedaleko. Zajęłam miejsce przy stole niedaleko okna i obserwowałam ludzi. Przejrzałam menu i zanim się nie obejrzałam przyszedł kelner 
-Co podać? - spytał od niechcenia. 
-Coś do picia.. 
-Kawę? herbatę?
-Kawę... z mlekiem i z cukrem - w mojej głowie odezwał się głos że będę tego żałować. Po paru minutach przyszedł ten sam kelner ze słodką kawą a ja wyjęłam kartkę od Sylwii. 
Wyjęłam telefon i popijając kawę zadzwoniłam pod wskazany numer. Po paru sygnałach odezwał się do mnie męski głos 
-Dzień dobry, z tej strony doktor Pawłowicz, dyrektor fundacji i grup wsparcia dla osób cierpiących z powodu zaburzeń odżywiania w czym mogę pomóc?
Po krótkiej rozmowie zapisałam się na następne spotkanie które miało się odbyć za cztery dni, w poniedziałek. 

Czuję że będzie lepiej. Po rozmowie z Sylwią nabrałam pewności, że wszystko się ułoży. 

~~~~~~
Tutaj pojawia się moje pytanie do osób czytających moje wypociny. Czy kończyć tutaj historie Alicji? Niby miałam to w planach, a niby nie wiem jak potoczy się dalej moja wena - więc jedyne o co chce prosić to opinię czy zostawić temat tak jak jest i podjąć się czegoś nowego czy może moja Alicja ma jakiś swoich zwolenników? 

Dziękuję wszystkim którzy dotrwali do końca!

4 komentarze:

  1. Bu! :D
    Ten rozdział był znacznie spokojniejszy niż poprzedni choć nie spodziewałam się że Aleks nie istnieje naprawdę. Trochę wyglądał jak personifikacja akceptacji a Kamila mogłaby uosabiać demony tkwiące w Alicji i nie pozwalające jej tworzyć znajomości czy być częścią społeczności.
    Moja rada jest taka - jeśli naprawdę uważasz że dotrwasz do końca i w trakcie pisania nie wpadniesz na nic innego - czy nawet lepszego, to możesz pisać dalej. Ale nie czuj się związana obietnicą :) jeśli zabraknie ci pomysłów albo przyjdą ci jakieś inne na nowe dzieło to się nie wahaj.
    Poczekaj na nowe hasło i wtedy zdecyduj ;)
    Pooooozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło Cię znów widzieć ^^ Hasło to w sumie dla mnie dużym problemem nie jest - szczególnie po opublikowaniu go, bo teraz mam miliony pomysłów zarówno na Alicje jak i na inne treści kompletnie nie związane z tym co napisałam wcześniej :")
      Aktualnie myślę czy by po prostu nie napisać dwóch rozdziałów - jednego kończącego Alicję, i jednego który nieco odświerzyłby moje opowiadania.. jednak nie wiem czy komuś chciałoby sie to wszystko czytać - stąd szukanie zwolenników :) Jednak z tego co słyszałam to byłoby dobre rozwiązanie :)
      Dziękuję za przeczytanie i komentarz ^^

      Usuń
  2. Tak, zgadzam się. Tym razem było spokojnie :D
    Ja moje pomysły na książkę cały czas zmieniam. Napiszę dwa rozdziały i stwierdzam "Nie. Mam lepszy pomysł". Kibicuję ci abyś dokończyła ten tekst i po drodze nie zmieniała cały czas pomysłu tak jak ja ;)
    Ps: dodaj trochę dramaturgii ^_^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha też mam z tym często duży problem XD Prawda jest taka, że chciałabym napisać coś od deski do deski stąd ta moja zawziętość w brnięciu w Alicję... jednak mam świadomość że za dużo to nie zdrowo, ale po opublikowaniu nowych haseł mam wrażenie że nie sprawi mi problemu napisanie dwóch opowiadań - jednego nad którym aktualnie pracuję i komepletny definitywny koniec Alicji... Jedyne co stało na przeszkodzie mojej decyzji to bardziej fakt czy komuś będzie chciało się jeszcze czytać jeden i ten sam powtarzający się motyw :")
      Dziękuję za komentarz.. postaram się popracować nad dramaturgią XD

      Usuń